^ powrót

Aktualności

Integracja w Górach Izerskich

To był weekend pełen przygód :) Przynajmniej dla grupy Szerszeni, która wybrała się w Góry Izerskie, aby poznać tamtejsze szlaki na rowerach MTB. Na początek zaryzykuję podziękowaniami w imieniu wszystkich uczestników dla Szerszeni Mirka i Marka, którzy wespół zgotowali nam tę atrakcję. Na tyle wartą zapamiętania, że pewnie niejeden z nas myśli od tamtego czasu, jak by tu ponownie wybrać się w Izery :) Cóż więc zaszło?

Przybyliśmy na miejsce w piątek. Niektórzy jeszcze za dnia, na tyle wcześnie, że wjechali na Stóg Izerski (rowerami, ma się rozumieć!), a inni na tyle późno, że wieczorek integracyjny był już w pełni rozkwitu. Na drugi dzień zaplanowaliśmy solidne jeżdżenie: przez grzbiet Gór Izerskich do Jakuszyc, Harrachova i... dalej się zobaczy :) Nie ma się co oszukiwać – w ten piątkowy wieczór wiadomo było, że są w biesiadującym gronie osoby, dla których sobota będzie znacznie cięższa, niż wynika to tylko z samego profilu trasy ;) Ale – człowiek uczy się na błędach. Mamy nadzieję!

Iz1

A więc sobota! To dobry moment, aby wspomnieć, że większość z nas przybyła na ową integrację w towarzystwie osób towarzyszących, co niespodziewanie odgrywało tego dnia istotną rolę. Cel pierwszy: Polana Izerska. Większość wjechała na nią rowerami, ale kilka osób posiłkowało się wyciągiem. No i właśnie... Czy można zgubić się już od razu, na samym początku trasy? Ależ można! Czy to wrodzony talent, czy pech... fakt faktem, że jeden z Szerszeni, próbując odprowadzić Małżonkę pod wyciąg i jednocześnie wjechać z kolegami na górę rowerem... zabłądził, jeszcze przed opuszczeniem Świeradowa :) Do dziś nie wiemy, czy oddalił się od miasta i jak daleko, ale w efekcie tego zdarzenia, szanowana Małżonka (czytelnik wybaczy zatajenie personaliów bohaterów zdarzeń), podpuszczona nieco przez innych uczestników, zdecydowała się odbyć z nami całą trasę! Trasa była wspaniała, ale nie była łatwa.

Iz2

Co więc nastąpiło za Polaną Izerską? Kolejne kilometry to upojny zjazd w dół, ku Chacie Górzystów. Mimo iż pogoda nie była przesadnie słoneczna, moment gdy z lasu wypada się (w niezłym pędzie) na Halę Izerską, jest niezwykle przyjemny. Widok otwiera się nagle i jest rozległy. Dno doliny jest dość płaskie, trawiaste, rzeczki neandrują, torf odkłada się od wieków... słowem – sielanka!

Iz3

Tu zdobiliśmy sobie postój krajoznawczo-naukowy i obejrzeliśmy odkrywkę torfu, dokonaną naturalnie przez Jagnięcy Potok.

Iz4

Dalej, już drogą szutrową, pojechaliśmy wzdłuż rzeki Izery w kierunku schroniska Orle. Izera płynie tu pięknie, więc dwa krótkie postoje na nacieszenie oczu i zrobienie zdjęć były absolutnie konieczne.

Iz5

Przy schronisku niespodzianka – rozgrywające się właśnie w Jakuszycach zawody MTB miały trasę wytyczoną tuż przy Orlu. Mogliśmy sobie więc chwilę popatrzeć na tych, co się męczą i na tych, którzy tak bardziej turystycznie podeszli do jazdy :)

Iz6

W czasie postoju uknuliśmy ciąg dalszy trasy: Jakuczyce, Harrachov, Dolina Mumlavy... no i zobaczymy, ile to zajmie. Do Jakuszyc wszystko szło jak po maśle. Tam, na krótkim postoju, ustaliliśmy, że pod żadnym pozorem nie wyprzedzamy Marka, bo on wie, gdzie skręcić do Mumlavskiego Wodospadu. Następnie... tak, zrobiliśmy to :( Wyprzedziliśmy Marka :( Ci spośród czytelników, którzy lubią programy dokumentalne o katastrofach wiedzą, że zawsze prowadzi do nich szereg drobnych zdarzeń... ;) No więc wyprzedzenie Marka było drugim. Zenek twierdzi, że nie zamierzał wcale jechać do Pragi, ale osoby próbujące go dogonić i zawrócić, nie są tego aż tak bardzo pewne.

Iz7

W efekcie zamieszania, szpica grupy, w składzie której była też Małżonka, dojechała na luzie do Wodospadu Mumlavskiego i tam najpierw czekała około 15 minut na resztę wycieczki, a potem jeszcze 15 na Zenka, który raz zawrócony... zawrócił za bardzo, bo prawie pod Jakuszyce ;)

Wszystko to zajęło sporo czasu, więc – trzeci element układanki – niektórym zaczęło się już spieszyć i nie zjedliśmy niczego ciepłego przy wodospadzie, tylko pojechaliśmy dalej, w górę Mumlavy.

Iz8

Ta niewielka rzeczka płynie tu wprost przepięknie, przelewając swe wody po powierzchni wielkich, płaskich kamieni... choć lepiej by było powiedzieć skalnych płyt. Droga – wąska, asfaltowa i wyłączona z ruchu samochodowego, pnie się początkowo łagodnie, a potem coraz stromiej wzdłuż rzeki, aby w reszcie odbić od niej i wciąż wznosząc się, trawersować stoki głównego grzbietu Karkonoszy. W najwyższym punkcie trasa osiąga wysokość 1128 m n. p. m. I tu zaczęły się, możliwe do przewidzenia problemy: nawet dla wprawionych Szerszeni podjazd ten nie był niedzielnym spacerkiem, a niezaprawioną w bojach Małżonkę trzeba było windować w górę dróżki, co nie było łatwe ani dla ochotników, jak i dla samej zainteresowanej. Na szczęście, jeśli wjeżdża się w górę, to potem zjeżdża się w dół :)

Górska pętla, którą pokonaliśmy, kończyła się stromymi zjazdami ku drodze Jakuszyce – Harrachov. Na zjazdach niektórzy rozpędzali się ponoć do 80 km/h, co jest niezłym wynikiem biorąc pod uwagę nawierzchnię. Po osiągnięciu szosy trzeba było jednak podjąć trudną decyzję – należy zorganizować dla szanownej Małżonki powrót do Świeradowa, bo przejazd rowerem przez Szklarską Porębę mógłby zamienić tę wycieczką w niepotrzebne cierpienie. Tak się stało, sukces został osiągnięty, ale był on też okupiony wieloma trudami i emocjami, niekoniecznie pozytywnymi.

I tu pozwolimy sobie zmienić wątek, albowiem przy Mumlavkim Wodospadzie od grupy oddzielił się samotny Szerszeń, który w najwyższym punkcie pętli, wspomnianym kilka zdań wcześniej, skręcił w jeszcze bardziej stromą drogę i poprzez schronisko Vosecka Bouda, wspiął się na grzbiet Karkonoszy, aby przemaszerować z Mokrej Przełęczy, przez Trzy Świnki na Halę Szrenicką (jazda rowerem na tym odcinku jest zabroniona) i zjechać obok Wodospadu Kamieńczyka do szosy Szklarska – Jakuszyce.

Iz9

Dalej, wciąż samotnie: Jakuszyce, Orle, Chata Górzystów (gdzie obiad) i Świeradów Zdrój. Bez specjalnych przygód. No, z wyłączeniem przygody kulinarnej, albowiem jedzenie i picie w Chacie Górzystów smakowało wybornie :) W każdym razie na tym etapie trasy.

Wracając do głównej grupy... choć wcześniej śledziliśmy ich każdy krok, kolejne detale pominiemy. Ci, którzy byli – wiedzą i pamiętają, jak było ;) A było jak w bajce: wszyscy w końcu dotarli do miejsca noclegu, a potem żyli długo i szczęśliwie :) A konkretnie?

Choć wyjazd był integracyjny, to wieczorem też podzieliliśmy się na podgrupy. Część pozostała w "domu" korzystając z uroków odbywającego się tam dancingu ;) a inni zeszli w dół, gdzie miał miejsce jubileuszowy konkurs orkiestr wojskowych. Koncertów można było słuchać za darmo, ale to nie znaczy, że nie było warto! Wręcz przeciwnie – orkiestry brzmiały znakomicie, program był ciekawy, różnorodny, a całość zespolona zgrabną konferansjerką. Nieliczni spośród nas wiedzieli o tej imprezie zawczasu, co nie zmienia faktu, że udział w niej był dla nas miłym i bardzo pozytywnym zaskoczeniem!

Iz10

Taka była sobota. A niedziela? Też jazda, przede wszystkim na Stóg, tym razem w większym gronie. A potem jakieś kamienie, szutry... i wreszcie powroty do domów. To był bardzo, ale to bardzo udany weekend :)

Cała galeria na naszym googlu :)